Moje ostatnie chwile wakacji spędziłam nad morzem. Dawno już nie byłam nad tym polskim i przyznam, że sporo straciłam. W Gdańsku jest naprawdę pięknie! Molo, z którego można skakać do wody i podziwiać horyzont, ładna plaża i w miarę czysta woda.
Wakacje za nami i pora ruszyć tyłki do szkoły, ale ja dzięki tej notce mogę choć na chwilę zatrzymać czas skupiając się na zdjęciach i tym samym wrócić do czasu wolnego i gorących, letnich dni sierpnia.
Będę tęsknić za całodniowym wylegiwaniem się na słońcu, choć nie raz marudziłam, że jest mi nudno. Będę tęsknić za upałami i słońcem co dnia, chociaż narzekałam na zbyt ciepłą pogodę i poparzoną skórę. Wreszcie, będę tęsknić za bardzo późnym wstawaniem i całą tą sielanką, chociaż ... tutaj nie mam już żadnego "ale".
W dniu naszej wycieczki pogoda była naprawdę piękna. Bardzo ciepło i ani jednej chmurki na niebie. Ubrałam zwykły, koronkowy stanik z Aliexpress.com, a na niego dzianinowy crop top, który również zakupiłam na tej stronie internetowej około rok temu i ubrałam go chyba dopiero drugi raz. Na białe majtki od stroju kąpielowego nałożyłam oversiz'owe, jeans'owe szorty. Ubrałam także srebrne i bardzo wygodne japonki, które kupiłam w zeszłym roku w Pepco. Obowiązkowo zabrałam ze sobą mój ulubiony, plażowy (... i nie tylko) kapelusz z Biedronki.
Całą relację z tego, cudownego dnia w Gdańsku możecie obejrzeć na moim kanale na YouTube:
Niedawno na moim blogu pojawił się post ukazujący i opisujący dokładnie moją stylizację, którą miałam na sobie podczas pierwszej wycieczce po Warszawie. Pisałam tam również trochę o moich ogólnych odczuciach odnośnie stolicy. Ta notka jest drugą częścią i kontynuacją tematu mojego zwiedzania Warszawy. Tym razem jednak szczegółowo opiszę każdy zwiedzany przeze mnie obiekt i emocje, które mi towarzyszyły. TUTAJ <---- pierwsza część!
Zwiedzanie zaczęłam o godzinie 11, od odwiedzenia Pałacu Kultury i Nauki, gdzie weszłam na taras widokowy. Aby się tam dostać konieczne było wjechanie windą aż na trzydzieste piętro ! Zaskoczył mnie fakt, że jedzie się tam tylko 30 sekund! Te windy muszą być naprawdę szybkie ... Przyznam, iż trochę się bałam. Na szczęście tej prędkości nie dało się odczuć. Widok z tarasu był naprawdę przepiękny i jeszcze bardziej utwierdził mnie w moim przekonaniu, że Warszawa to nowoczesna metropolia z bardzo wysokimi budynkami. Po zdjęciach, które wykonałam trudno stwierdzić (bynajmniej mnie), że zostały one wykonane w Polsce. Naprawdę szokuje mnie fakt, że w Warszawie jest tyle niesamowitych obiektów i drapaczy chmur. Cieszę się, że wybrałam ten obiekt jako punkt pierwszy, gdyż mogłam najpierw ujrzeć całą Warszawę z góry!
Widoki podziwiałam w bardzo wygodnym i zarazem efektownym outfi'cie, który dokładnie opisałam oraz pokazałam ----> TUTAJ!
W tym samym budynku, lecz trzydzieści pięter niżej odwiedziłam muzeum, o którym dowiedziałam się z programu "Dzień Dobry TVN". Jest to miejsce, gdzie pewna pani, pasjonatka zgromadziła (ku mojemu zaskoczeniu) bardzo dużą liczbę bardzo starych domków dla lalek. Naprawdę myślałam, że nie będzie tego dużo, lecz bardzo się zdziwiłam, gdy zorientowałam się, że zwiedzanie zajęło nam trochę ponad godzinę. Wszystkie te domki były naprawdę piękne i wykonane ręcznie z drewna. Wykonanie takiej zabawki kosztowało kogoś naprawdę wiele wysiłku i czasu oraz wymagało dużej precyzji. Zaczęło się na zwykłych domkach, potem były różne starsze i młodsze, mniejsze i większe lalki, szkolne sale, sklepy (w tym także sklep zielarski i mięsny), wielkie i puste domy z zadaszeniem, lalkowe ołtarze, aż po chińskie domy z rodziną i wakacyjne domku plażowe z PRLu. Byłam zszokowana taką różnorodnością. Niestety, robienie zdjęć, czy nagrywanie filmów było w muzeum zabronione, czemu się w sumie nie dziwię, bo gdyby każdy zaczął potem zdjęcia domków rozpowszechniać, to nikt by już osobiście muzeum nie odwiedził, a bez pieniędzy za kupno biletów nie byłoby możliwe jego utrzymanie . Jedynie na moim snapie ----> wersquuudostępniłam wam kilka zdjęć pojedynczych domków. Na szczęście, aby zapamiętać odwiedziny muzeum na zawsze kupiłam dla siebie dwie, przepiękne pocztówki, które do tanich nie należały, bo za sztukę zapłaciłam całe trzy złote.
Z widoku, który rozpościerał się na tarasie Pałacu Kultury i Nauki można było dostrzec wielki, biało-czerwony stadion narodowy, do którego następnie się wybraliśmy. Byliśmy tam około godziny 13. Z bliska jest on naprawdę ogromny. Po kupnie biletów w cenie dwudziestu pięciu złotych za cztery osoby (bilet rodzinny), wjechaliśmy ruchomymi schodami na taras widokowy, gdzie mogliśmy usiąść jak prawdziwi kibice na krzesełkach, a także wejść na najwyższy punkt po schodach, by ujrzeć całość z góry. Było naprawdę wysoko i chwilami troszkę się nawet bałam. Widok jednak, jak w przypadku Pałacu Kultury i Nauki był naprawdę ładny i aż zapierał dech w piersiach. Zdjęcia nie oddają w pełni tej wielkiej przestrzeni.
Około godziny 14 wszyscy zrobili się już głodni, więc ruszyliśmy w stronę galerii "Złote Tarasy", by coś przekąsić. Nasz wybór padł na restauracje "North Fish". Zbyt zajęta jedzeniem niestety nie uwieczniłam budynku na zdjęciach. Osoby, które są z moim snapchat'em ----> wersquu na bieżąco miały okazję zobaczyć kilka zdjęć z jej wnętrza.
Zwiedzając Warszawę podziwiałam wszystkie te piękne i przeważnie lustrzane drapacze chmur. Naprawdę wzbudzały we mnie podziw. Po drodze wpadliśmy jeszcze na kawę do "Starbucks", gdzie również byłam pierwszy raz. Moja opinia: Dość droga, ale dobra kawa. Może ja akurat taką wybrałam, ale była bardziej mleczna i słodka, niż "kawowa". Raz na jakiś czas można sobie pozwolić na taką przyjemność, ale cena czterech kaw, dla każdego członka mojej rodziny wyniosła ponad 60 złotych! Jak dla mnie to przesada.
O godzinie 16, według rozpiski w internecie, w Multimedialnym Parku Fontann rozpoczynało się wodne widowisko. Postanowiliśmy podjechać tam i chociaż półgodzinki odpocząć, a przy okazji obejrzeć pokaz fontanny. Szkoda, że w Bydgoszczy nie ma takiego parku. Bardzo mi się tam spodobało i z chęcią zostałabym na dłużej. Najlepiej było, kiedy przy podmuchu wiatru chłodne krople wody leciały na twarz i ciało, jednocześnie przyjemnie je schładzając.
Z parku, tym razem piechotą przeszliśmy się do miasta. Nie było daleko, a jedynie 10 minut drogi maszerując. Koniecznie chciałam wejść w same centrum starówki, by zobaczyć na własne oczy słynną Kolumnę Zygmunta III Wazy oraz przepięknie pomalowane, stare kamienice. Mój tata porobił rodzinie zdjęcia, a w tym także kilka portretów.
Spacerowaliśmy. Oglądaliśmy miasto oraz zabytki. Obowiązkowo zjedliśmy przepyszne, maczane lody świderki, a potem udaliśmy się z powrotem na parking przy parku po nasze auto.
Ostatnim punktem naszej jednodniowej wycieczki był park Łazienki Królewskie. Dotarliśmy tam około godziny 18 i mogliśmy zostać jedynie pół godziny. Było to stanowczo za mało, jak na tak wielki teren do zwiedzania. Co mogę o tym muzeum powiedzieć ? Przepiękne miejsce na spacery, aktywny wypoczynek oraz edukacje !
Te trzydzieści minut od razu odpowiednio wykorzystałam, gdyż poszłam do ogrodu, który najbardziej mnie interesował. Był to oczywiście ogród chiński. Zakochałam się w nim od pierwszego wejrzenia. Najbardziej charakterystyczne były azjatyckie lampy, które ciągnęły się wzdłuż długiego deptaku. Kiedy zobaczyłam dwa pawilony ogrodowe przypominające pagody, to po prostu nie chciałam stamtąd wychodzić. Dodatkowo, zaraz obok nich umieszczony został mały, szary mostek, a pod nim krótka rzeczka.
Naprawdę żałuję, że nie mogłam zwiedzić całych Królewskich Łazienek. Obiecałam sobie, że kiedyś wrócę i poświecę temu miejscu najwięcej czasu i uwagi.
Więcej zdjęć z tego parku mogliście zobaczyć na moimsnapie ----> wersquu
Z niecierpliwością czekam na koleją wizytę w Warszawie. Zakochałam się w tym mieście oraz wszystkich miejscach, które tam odwiedziłam.
Koniecznie napiszcie w komentarzu, które miejsce z przeze mnie odwiedzonych spodobałosię wam najbardziej lub najbardziej je lubicie ?
Byliście już kiedyś w Warszawie ?
Nie zapomnijcie o pierwszej części notki ----> TUTAJ!
Długo, długo zwlekałam z napisaniem tego postu, choć planowałam go już od dawna. Wyszukałam na mojej ulubionej stronce internetowej Aliexpress.com kilka naprawdę fajnych i gadżeciarskich długopisów, piórnik oraz inne, ciekawe przybory. Czekałam dosłownie do ostatniej chwili, lecz niestety wszystkie rzeczy, które zamówiłam nie zdążyły jeszcze dojść. Bardzo chciałam przedstawić wam Haul - Back to School, więc pokaże to, co mam oraz wstawię też zdjęcia rzeczy, które do mnie nie "doleciały", pochodzące ze stronki sprzedawców. W tym roku zaszalałam głównie z zeszytami, ponieważ zakupiłam ich dość sporo, czego nigdy jeszcze nie zrobiłam. Zazwyczaj kupowałam tylko tyle, ile potrzebowałam, a tym razem mam ich sporą nadwyżkę. Wiem, że praktycznie już dziś zaczęła się szkoła, lecz to tylko rozpoczęcie roku i nie było normalnych lekcji. Uważam więc, że to ostatni "dzwonek" na taki post.
Pierwszą kategorią rzeczy, które wam pokaże są właśnie zeszyty. Każdy z nas je posiada i to zazwyczaj w dużej ilości. Zauważyłam, że z roku na rok mamy do wyboru coraz więcej kolorów i wzorów. Można nawet powiedzieć, że jest to pewna "zeszytowa moda".
Jestem wielką zwolenniczką zeszytów tematycznych, czyli takich, na których widnieje nazwa przedmiotu, do którego jest on przeznaczony. Mam trzy rodzaje tego typu notesów.
Pierwszy rodzaj kupiłam w Makro, po złotówkę za sztukę. Są to bardzo zabawne zeszyty, gdyż na każdym znajduje się śmieszny rysunek oraz tekst w dymku. Wszystkie mają po sześćdziesiąt kartek.
Drugi rodzaj również zakupiłam w Makro. Te zeszyty były już trochę droższe, gdyż kosztowały dwa złote za sztukę. Te za to spodobały mi się za bardzo ładnie wykonany i widoczny napis przedmiotu, do jakiego są przeznaczone. Uważam także, że zdjęcia na nich umieszczone idealnie pasują do tematyki zeszytów i są naprawdę ładne. Te także mają po sześćdziesiąt kartek.
Ostatni rodzaj tematycznych zeszytów zakupiłam w zeszłym roku i zostały mi dwa, więc zużyje je teraz. Kupiłam je w moim, lokalnym papierniczym po złotówkę za sztukę. Urzekły mnie tym, że są bardzo urocze. Są to po prostu rysunki dziwnych stworków w zabawnej sytuacji. Może nie kojarzą się zbytnio z zaznaczonym na nich przedmiotem, ale są słodkie.
Kupiłam także pięć zeszytów w moim, lokalnym papierniczym.
Pierwsze trzy pozornie nie są do siebie podobne, ale jednak coś je łączy. Nie mają żadnych napisów (z malutkim wyjątkiem) i uważam, że są na swój sposób klasyczne. Pierwszy jest w czarno białą kratkę, lecz nie taką klasyczną. Linie przy końcach rozmywają się, a na środku znajduje się czarny napis "Mono Color" . Kolejny ma tylko liczne linie, które zniżając się zmieniają kolor przypominając tęcze. Na trzecim znajdują się znaki zapytania narysowane w taki sposób, aby wyglądały jakby dosłownie wchodziły w zeszyt. Są one dosyć proste, a jednak według mnie efektowne. Wszystkie mają po sześćdziesiąt kartek i kosztowały dwa złote za sztukę.
Dwa następne są zupełnie różne od poprzednich. Skusiłam się na coś bardziej dziecięcego, gdyż urzekła mnie stara jak świat Pink Panther'a! Lubię klasykę, ale czasem potrafię zaszaleć na maksa. Obydwa są bardzo kolorowe i wesołe, a co najważniejsze - w ich głównym punkcie znajduje się sławna Pink Panther'a. Kosztowały dwa złote za sztukę i mają po sześćdziesiąt kartek.
Te trzy zeszyty kupiła mi moja mama w Makro i przyznam, że trafiła w mój gust. Pierwsze dwa są do siebie dosyć podobne, gdyż na obydwóch widnieją zdjęcia zwierząt. Na jednym przesłodki kotek, a na drugi piękny i dostojny koń. Na drugiej stronie okładki możemy znaleźć inne zdjęcia tego samego zwierzaka. Bardzo mi się one spodobały, gdyż koń i kot to moje dwa ulubione zwierzaki, a w dodatku te zeszyty są bardzo urocze.
Trzeci, zakupiony przez moją mamę znacznie się od nich różni. Jest, można powiedzieć -bardzo widoczny. Na pierwszej stronie neonowo-różowej okładki widnieją czarne okulary, natomiast na drugiej stronie jest odwrotnie - tło jest czarne, a okulary są neonowo- różowe. Bardzo mi się to spodobało, a szczególnie kolorek na pierwszej stronie zeszytu. Wszystkie trzy kosztowały dwa złote za sztukę oraz mają po sześćdziesiąt kartek.
Ostatni zeszyt na zdjęciu pochodzi z Biedronki i kupiłam go za dwa złote. Widziałam wiele naprawdę fajnych wzorków w tym sklepie, ale ten urzekł mnie najbardziej. Jest bardzo wesoły i kolorowy. Na środku tła z ananasami znajduje się naprawdę dobrze nastawiający napis - "Always be positive". Oprócz jego "fajności", bardzo podoba mi się również jego desing.
Ostatnie zeszyty z mojej tegorocznej kolekcji kupiłam w Biedronce, w naprawdę świetnej cenie. Od zeszytów firmy Oxford broniłam się dosłownie rękami i nogami. Słyszałam wiele dobrych opinii na ich temat. Niestety są one bardzo drogie i uważam, że 5-6 złotych za zeszyt to drobna przesada. Podczas regularnych zakupów w tym sklepie zauważyłam pewną, świetną promocje - cztery zeszyty firmy Oxford za dziewięć złotych ! Szybko przekalkulowałam w głowie, ile to też wyjdzie za sztukę ... 2,25 zł. Skoro za "bez firmowe" płacę dwa złote, to dopłacając dwadzieścia pięć groszy do tych super, to raczej dużo nie stracę. Kupiłam więc i jestem bardzo ciekawa, czy faktycznie są takie ekstra i czy u mnie się sprawdzą.
Następną kategorią są organizery, czyli wszystkie teczki, okładki i plastikowe kieszonki. Mam tego naprawdę sporo, gdyż lubię mieć wszystko dokładnie opisane i poukładane. W dodatku, takie małe teczki przydają się gdy chcemy przenosić jakieś ważne dokumenty. Dzięki takim teczuszką nie pogniotą się, ani nie zniszczą.
Pierwszą z nich jest zwykła, lecz nie do końca tekturowa teczka z gumką. Bardzo spodobał mi się jej prosty desing. University of Oxford - dobrze wszystkim znany. Co roku kupuje sobie jedną taką teczkę, gdyż przez cały roczek wkładam do niej różne sprawdziany, dyplomy, dokumenty - wszystko, co dotyczyło danej klasy, a na zakończenie szkoły odkładam na półkę. Takie posegregowane teczki spoczywają u mnie od pierwszej klasy podstawówki i mój zwyczaj będę jeszcze ciągnęła do trzeciej liceum. Zawsze, jeżeli potrzebuje jakiegoś dokumentu z danej klasy, to wystarczy, że sięgnę na półkę i znajdę teczkę z napisem, np. "Klasa 2 - Podstawówka". To świetne organizacyjne rozwiązanie ! Kupiłam ją w Biedronce za około cztery złote. Poniżej, na zdjęciu raczej nie znajdują się teczki, a plastikowe kieszonki. Uwielbiam je! Niestety, często mi się niszczą, tzn. plastikowe rogi łamią się, a sama kieszonka brudzi się i rysuje. Kupuje więc co roku nowe i tym razem wybrałam w mniejszym i większym rozmiarze. Obydwie zamykane są na suwak i mam pewność, że nic mi z nich nie wyleci. Uważam, że są bardzo praktyczne. Często noszę w nich ważne dokumenty, których nie chce pognieść i zniszczyć. Kupiłam je w moim, lokalnym papierniczym za około pięć złotych. Te dwie, plastikowe teczki również kupiłam w moim, lokalnym papierniczym. Wykonane są z plastiku, podobnie jak kieszonki, ale według mnie bardziej przypominają teczki. Zamykane są na plastikowy guzik, czy też zatrzask. Zastosowanie mają oczywiście takie same, jak kieszonki powyżej. Teczek nigdy za wiele :) Kosztowały około pięć złotych za sztukę. Na zdjęciu widnieje także specjalna oprawka do prac pisemnych. Wystarczy włożyć dwa metalowe "cosie" w dziurki dokumentu, aby nie wyleciał i dobrze się trzymał. Przezroczysta folia z przodu oraz niebieska z tylu ochroni prace. Jest to także wygodne rozwiązanie, do swobodnego otwierania pracy bez jej niszczenia. Kupiłam ją w moim, lokalnym papierniczym za sześć złotych.
Ta teczka, tak w sumie nie jest nią do końca. Nazwałabym to segregatorem, lub tak, jak napisane jest na jej okładce - teczka ofertowa. Po jej otwarciu ujrzymy wiele foliowych kieszonek, bardzo zbliżonych do tych, w których nosiło się słynne karteczki, jeżeli wiecie, o co mi chodzi. Myślę, że będę jej używać do przechowywania ważnych dyplomów w domu. Kupiłam ją w moim, lokalnym papierniczym za około dwadzieścia pięć złotych.
Ostatnia teczka jest największa i najbardziej pojemna z całej kolekcji. Kupiłam ją w moim, lokalnym papierniczym, chyba za trzydzieści pięć złotych. Cechuje ją wiele bardzo szerokich i głębokich przegródek, gdzie zmieścimy sporo dokumentów. Każda ma miejsce na podpisanie, więc dodatkowo wiemy, co znajduje się w danej przegrodzie. Bardzo prosto się ją zamyka - wystarczy naciągnąć gumkę na specjalnie przystosowany ... guzik ?? Jak widzicie, ja ją już wykorzystałam i umieściłam kilka ważnych dokumentów. Jestem z niej bardzo zadowolona.
Trzecią kategorią są przedmioty plastyczne oraz biurowe, czyli farby, kredki, pisaki i akcesoria szkolne. Myślę, że tutaj najbardziej można zaszaleć, jeżeli chodzi o stronę gadżetów oraz na rynku takich produktów jest najwięcej i są one najbardziej zróżnicowane. Pierwsze będą przedmioty, które kupiłam w Biedronce za dziesięć złotych. Jestem stałą klientką tego sklepu, więc gdy tylko zobaczyłam te trzy cudeńka, w dodatku w tak niskiej cenie, musiałam je kupić. Bardzo lubię tworzyć i ozdabiać różne rzeczy, chociażby kartki świąteczne, dlatego też, chociaż nie będę już miała w liceum plastyki, potrzebne mi są brokatowe kleje, którymi kocham zdobić po prostu wszystko. Kiedy tylko ujrzałam je w Biedronce, bardzo się ucieszyłam. Ujęły mnie w nich bardzo ładne i rzadko spotykane w brokatowych klejach kolorki. Jasny róż, pomarańcz, niebieski, a także ich ciemniejsze odpowiedniki. Do tej pory spotykałam kleje tylko w kilku podstawowych kolorach, a tutaj spotkało mnie miłe zaskoczenie, więc musiałam je po prostu kupić i koniec.
Kolejną ciekawą rzeczą z Biedronki są wysuwane kredki woskowe, które według informacji na opakowaniu miały być farbami w sztyfcie ... Nic specjalnego i jestem troszkę zawiedziona. Jedyny plus to fajne, metaliczne kolorki.
Ostatnią rzeczą, którą kupiłam są, według opakowania MAGICZNE mazaki z brokatem. Bardzo spodobała mi się ich paczka. Taka brokatowa i błyszcząca. Po użyciu pisaków w domu, odczułam lekki zawód. Faktycznie, pisaki są brokatowe, ale jest to tak słaby efekt, że widać go tylko pod światło. Ich kolory też nie są jakoś szczególnie wyjątkowe, ale potrzebowałam pisaków, bo moje stare już się wypisały, więc z braku laku mogą być.
Kiedy zaczęłam szukać na Aliexpress.com fajnych artykułów szkolnych, zorientowałam się, że spędziłam przed komputerem dwie godziny. Jest tam tego naprawdę dużo i trudno było mi wybrać tylko kilka rzeczy. Plusem jest oczywiście to, że prawie wszystko jest bardzo tanie.
Zdecydowałam się na zakup ozdobnych taśm klejących, które fajne wyglądają na zeszytach, słoikach, czy kartkach okolicznościowych. Spośród wielu kolorów i wzorów wybrałam błyszczące, których koloru nie mogłam wybrać sama, gdyż losowany było on przez sprzedawcę. Otrzymałam niebieską oraz zieloną i jestem zadowolona, bo mi się podobają. Cena za sztukę wyniosła 1,27 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Zdecydowałam się jeszcze na zakup taśm w urocze kropeczki. Mogłam wybrać kolor samodzielnie i zdecydowałam się na jasny niebieski oraz czerwony. Jakość ich nadruku jest dobra i w całości kryją. Cena za sztukę wyniosła 1,83 zł. Na tej samej aukcji kupiłam jeszcze inny rodzaj taśmy - brokatowy. Tutaj także mogłam samodzielnie wybrać kolorek i zdecydowałam się na złoty. Uważam, że jest naprawdę piękna i bardzo dobrze wykonana. Cena za sztukę wyniosła 2,58 zł. TUTAJ <--- możecie kupić ją na stronie sklepu.
Oprócz zwykłych taśm kupiłam także takie z wyciętymi wzorkami. Nigdy dotąd nie widziałam ich w Bydgoszczy i bardzo mi się spodobały. Często oglądałam zeszyty, czy słoiki ozdobione nimi na zdjęciach w internecie. Trudno było mi wybrać kolor, ale w końcu zdecydowałam się na biały oraz pudrowy róż. Uważam, że są przeurocze. Wykonanie jest naprawdę dobre. Cena za sztukę wyniosła 1,75 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Kupiłam kilka linijek. Tak naprawdę to mam ich pełno. Różnica jest taka, że inne uczucia towarzyszą człowiekowi przy używaniu plastikowej i zwykłej linijki, a inne przy korzystaniu z naprawdę pięknej i drewnianej. Na Aliexpress.com było ich mnóstwo, ale ja zdecydowałam się na dwa rodzaje. Pierwsza jest z wizerunkiem uroczego kotka. Jest bardzo dobrze wykonana i piękna. Do wyboru były dwa kolory - jasny i ciemny, ale ja wolałam ten jaśniejszy odcień drewna. Cena za sztukę wyniosła 1,83 zł. TUTAJ <--- możecie kupić ją na stronie sklepu. Na aukcji z drugim rodzajem linijek, także do wyboru były dwa kolory - czarny i jasne drewno. Zdecydowałam się na zakup dwóch. Są naprawdę piękne, gdyż ich dół nie jest zakończony prosto, jak góra, lecz wyrzeźbiono na nim coś, co przypomina koronkę. Są dobrze wykonane i myślę, że dosyć niespotykane. Spytacie teraz - Po co ci tyle linijek ? Już niedługo (dokładnie wtedy, kiedy dojdzie mi reszta produktów z Aliexpress.com) zorganizuje konkurs, w którym do wygrania będą niespotykane i urocze akcesoria szkolne! Jeżeli macie na nie chrapkę, to koniecznie obserwujcie bloga na bieżąco oraz oglądajcie mnie na moim snapie ----> wersquu Cena za sztukę wyniosła 1,83 zł.
Z całego zamówienia, które złożyłam na Aliexpress.com doszedł tylko jeden długopis. Jest prześliczny i naprawdę uroczy, a w dodatku przypomina bagietkę z lukrem i cukrową posypką. Pycha ! Poza tym, pisze bardzo cienko i jak na razie płynnie. Cena za sztukę wyniosła 2,35 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Nie wiem, czy można tę rzecz zaliczyć do przyborów szkolnych, ale chciałabym ją tutaj także umieścić. Znów na Aliexpress.com kupiłam bardzo fajne naklejki, których nie widziałam nigdzie w Bydgoszczy. Są to nalepki ze słynnymi emotikonami z iPhone ! Kupiłam trzy sztuki, a dostałam o wiele więcej. Myślę, że po prostu w jednym opakowaniu było więcej niż jedna karta. Druk na naklejkach jest bardzo dobrej jakości, przez co są one wyraźne. Miałam okazję je już używać i trzymają się także bardzo dobrze. Cena za sztukę wyniosła 2,46 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Kupiłam także coś, czego używam bardzo rzadko, ale postaram się to zmienić. Są to zakładki do książek, którymi możemy zaznaczyć sobie stronę, na której skończyliśmy czytać, czy też po prostu coś ważnego, co się na poszczególnej kartce znajduje. Moja mama zawsze kupowała mi najzwyklejsze, kolorowe, bo tylko takie były w sklepach. Ja na Aliexpress.com znalazłam urocze i śmieszne, z buźkami. Od teraz z każdej mojej książki będzie wystawać wybrana przeze mnie buźką z minką. Super gadżet, który na pewno poprawi humor. Jakość jego wykonana jest bardzo dobra. Cena za sztukę wyniosła 3,14 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Artykułem biurowym jest również kalendarz. Ja co roku go kupuję i nie wyobrażam sobie funkcjonowania bez niego. Nie raz widziałam w sklepach naprawdę wielkie i masywne kalendarze, a jednak potrzebuje czegoś małego. Noszę go codziennie do szkoły, dlatego nie chciałabym dźwigać ciężkiej "cegły". Wybrałam, jak co roku kalendarz z tej samej serii, lecz z inną okładką, niż miałam zeszłego roku. Kupuje go u mnie w lokalnym papierniczym za jedyne pięć złotych i sprawdza mi się idealnie. Dodatkowo zawiera on małe kalendarium ważnych świąt i dni wolnych od szkoły. Jest bardzo fajny i dobrze rozplanowany. Zawiera wszystko, co jest potrzebne i w dodatku jest nawet dość ładny.
Ostatnią kategorią jest plecak oraz jego podstawowe wyposażenie. Wiadomo, że wszelkie pojemniki na jedzenie oraz bidony są bardzo ważne. Muszą być trwałe, mocne i dobrze wykonane, podobnie jak sam plecak, który codziennie obciąża nasze plecy. Tornister, który nosiłam w zeszłym roku niestety już doszczętnie się zepsuł, więc stwierdziłam, że czas zakupić nowy. Tym bardziej, że idę do nowej szkoły, do liceum. Po bardzo długich poszukiwaniach, zarówno na polskich stronkach internetowych, jak i na Aliexpress.com, znalazłam wreszcie idealny. W poście Backpack Haul przedstawiałam wam wszystkich moich kandydatów i wśród nich wyłowiłam moje cudeńko w kratę. W tamtej notce także szczegółowo opisywałam moje pierwsze wrażenia na jego temat. Zacytuje moje własne słowa: "Pochodzi on, z brooklynbutik.pl. Jest to, można powiedzieć klasyczny plecak w czerwono-granatową kratę. Bardzo lubię wszystko, co związane z tym wzorem, więc bardzo przypadł mi do gustu. Będzie pasował praktycznie prawie do wszystkiego, a zimą idealnie do mojego płaszcza. Cóż więcej pisać ? Jest klasyczny, a jednak efektowny. Uważam, że cena, pomimo iż wyższa niż na Aliexpress.com, jest normalna i sam plecak jest jej wart. Dodatkowo, musimy jednak ponieść koszty przesyłki." Jest on wykonany bardzo dobrze i nie mam się do czego przyczepić. Kosztował 64,93 zł + 8 zł (przesyłka).
Pierwszym, podstawowym wyposażeniem mojego, nowego plecaka jest chlebak, którego właściwie nie kupiłam, lecz wygrałam w konkursie pod koniec zeszłego roku szkolnego i nie zdążyłam jeszcze użyć. Na jego przykrywce znajduje się specjalnie przystosowane miejsce na sztućce, które zostały dołączone przez producenta. Niestety nie trzymają się one mocno i boje się, że w plecaku mogą się odczepić i wylecieć. Same pudełko jest dobrze zaprojektowane. Ma trzy przegródki różnych wielkości, więc będę mogła trochę pofantazjować z drugim śniadaniem.
Drugi chlebak kupiłam dosyć spontanicznie kilka dni temu. Podczas zakupów, w cukierni "Staropolska" pani sprzedawczyni poinformowała mnie o ich promocji. Przy zakupach powyżej dziesięciu złotych taka śniadaniówka kosztuje tylko złotówkę. Na początku nie chciałam jej kupować, gdyż stwierdziłam, że przecież mam już chlebak. Po chwili zastanowienia jednak zdecydowałam się i go wzięłam. Będzie to taka opcja zapasowa. Jeżeli kiedyś mój pierwszy chlebak niespodziewanie się zepsuje lub będę potrzebowała dwa, to zawsze będę miała ten ze "Staropolskiej" w zapasie. Poza tym jest ładny i był taniutki.
Wyposażeniem plecaka jest również odpowiedni bidon, czy butelka. Najważniejsze by nie przeciekała. W takiej nadziei zakupiłam butelkę zakręcaną na korek z Aliexpress.com. Doszła do mnie po około dwóch tygodniach. Jej jakość jest ... dobra. Jest w porządku, ale mogło być lepiej. W każdym razie - nie przecieka i to jest najważniejsze. Bardzo mi się spodobała, bo jest inna niż wszystkie, które dotychczas widziałam.
Drugi bidon, którego tym razem nie kupiłam, lecz wygrałam w konkursie i nie zdążyłam jeszcze użyć, jest żółto-czarny z dzióbkiem oraz specjalnym wygięciem i zabezpieczającym silikonem na chwyt dłoni. Nie jest on zbytnio ładny, ani gadżeciarski. Jest to po prostu zwykły bidon. Niestety, nie jestem zwolenniczką dzióbków do picia. Jest on dodatkowo zabezpieczony silikonem i po każdym użyciu zagina się go ku dołowi, aby się zamknął. Dużym plusem jest zabezpieczający uchwyt na dłoń.
Wyposażenie plecaka stanowi także piórnik. W tym roku kupiłam sobie nowy, gdyż po prostu bardzo lubię je zmieniać. Wybór był spontaniczny, gdyż przechadzając się z mamą po "Kauflandzie" zobaczyłam go na wystawie. Bardzo mi się spodobał. Jest taki wesoły i kolorowy. Szczególnie, oczywiście do gustu przypadły mi śmieszne "nalepki" z lodami, serduszkami i innymi takimi. Niestety nie pamiętam jego ceny, ale myślę, że nie było to więcej niż dwadzieścia złotych.
Na koniec, pokrótce przedstawię wam jeszcze rzeczy, które kupiłam, lecz jeszcze do mnie nie doszły. Pierwszą rzeczą, na którą jeszcze czekam jest zestaw zakładek do książek. Jest to, to samo, co już do mnie przyszło i co przedstawiłam wyżej, lecz w odrobinie innym desing'u. Tym razem zakładki przypominają śmieszne i urocze zarazem króliczki. Cena za sztukę wyniosła 1,63 zł.
Od tego samego sprzedawcy kupiłam jeszcze bardzo słodki piórnik, na który czekam z wielką niecierpliwością. Ja wybrałam wersje w biało-niebieską kratę z naszytymi, słodkimi główkami kotków. Wygląda on jakby był ręcznie robiony i to także mnie w nim urzekło. Cena za sztukę wyniosła 3,65 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Kolejnymi rzeczami są długopisy z różnych aukcji, lecz od tego samego sprzedawcy.
Te długopisy są zwykłe, lecz nie do końca. Wyróżniają je tylko obrazki w górnej części. Niestety, są one losowo wybierane przez sprzedawcę. W aukcji możemy trafić na małpkę, żabkę, króliczka, tęczę, ptaszka i skrzydła. Wszystkie są słodkie! Cena za sztukę wyniosła 1,39 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Kolejne z mojego zamówienia po prostu mnie urzekły i nie mogłam ich nie zamówić. Są to urocze długopisy z głową kotka. Według producenta mają żelowy wkład. Czy tak będzie, zobaczymy ... Cena za sztukę wyniosła 1,55 zł.TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Głowy kotków to także motyw przewodni tych długopisów. Tym razem jednak nie są one tak słodkie, gdyż są czarne, ale za to urzekły mnie ich minki. Niestety, nie możemy ich wybrać. Sprzedawca wysyła je losowo. Cena za sztukę wyniosła 1,55 zł. TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Następne długopisy są już bardziej klasyczne i tym razem w końcu "nie słodkie". W aukcji przedstawione są trzy różne wersje, które sprzedawca wybiera losowo. Wszystkie mi się podobają, gdyż są zwykłe, lecz piękne. Cena za sztukę wyniosła 1,95 zł.TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Te są za to bardzo przesłodzone i urocze. Z aukcji wynika, że jest to zestaw dziesięciu długopisów w różnych wzorach. Za całą paczkę zapłaciłam 1,55 zł.TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Ostatnimi długopisami, od tego samego sprzedawcy, co poprzednie są bardzo oryginalne, znów z głową kota. Tym razem występuje ona w roli zakrętki, a nie ozdoby z tyłu. Na samym długopisie natomiast widnieje nadruk z łapkami. Są cudowne i bardzo mi się podobają. Cena za sztukę wyniosła 1,55 zł.TUTAJ <--- możecie kupić je na stronie sklepu.
Bardzo dużo osób, które prowadzą bloga lub kanał na YouTube decydują się zrobić taki post, czy filmik lub całą serię. Ja bardzo lubię czytać tego typu notki i oglądać filmiki, więc sama bardzo chciałam stworzyć coś takiego u siebie. Napisanie i edycja postu kosztowało mnie naprawdę sporo pracy, gdyż przedstawiłam wam też sporo wszelkich artykułów szkolnych. Z wielką niecierpliwością czekam na resztę rzeczy, które kupiłam na Aliexpress.com, a które nie doszły na czas. Zapraszam was także na mój kanał na YouTube, gdzie obejrzycie filmik z "Back to School - Haul":
Koniecznie napiszcie w komentarzu, która rzecz z notki najbardziej przypadła wam do gustu ? Co kupiłyście dla siebie do szkoły? Czy macie coś z mojego asortymentu u siebie ? Co jeszcze musicie dokupić ? Dużo pytań tym razem - hehe :)